
Coup d'Etat Entertainment
01. J-Live - First Things First (prod. J-Live) 4:11
02. J-Live - How Real It Is (prod. Usef Dinero) 4:52
03. J-Live - Satisfied? (prod. Dj Spinna) 4:35
04. J-Live - Interlude 1 (I'm A Rapper) 0:56
05. J-Live - MCee (prod. J-Live) 3:52
06. J-Live - Like This Anna (prod. Usef Dinero) 4:22
07. J-Live - One For The Griot (prod. Usef Dinero) 4:44
08. J-Live - Stir Of Echoes (prod.J-Live) 6:15
09. J-Live - Interlude 2 (For The Babies) 1:48
10. J-Live - Do That S#!% (prod. Dj Spinna) 3:35
11. J-Live - All In Together Now (prod. Dj Spinna) 3:16
12. J-Live - Nights Like This (prod. Usef Dinero) 4:20
13. J-Live - The 4th 3rd (prod. J-Live) 5:32
14. J-Live - Travelling Music (prod. J-Live) 3:38
15. J-Live - A Charmed Life (prod. P Smoova) 3:51
16. J-Live - All Of The Above (prod. Dj Spinna) 4:30
17. J-Live - Interlude 3 (Whatever) 0:55
18. J-Live - Happy Belated (prod. Dj Spinna) 2:49
19. J-Live - Satisfied (Dub Version) (prod. Dj Spinna and Ticklah) 1:53
20. J-Live - 3 Out Of 7 ft. Asheru and El da Sensai (prod. Dj Spinna) 4:10
21. J-Live - The Lyricist (prod. Richy Pitch) 3:32
Pamiętam jak parę dobrych lat temu przeczytałem w nieistniejącym już magazynie muzycznym historię gościa o pseudonimie J-Live. Były to czasy kiedy domowy internet śmigał na pakietach, a najpopularniejszym programem umożliwiającym bezczelne (tak popularne dzisiaj) okradanie artystów była kultowa dziś Kazaa. Z początku nieświadomy niebezpieczeństwa jakie czaiło się za dwuczłonowym hasłem w postaci ksywki rapera, zacząłem odważne poszukiwania. Okno wyszukiwarki wypełnione literami...Enter, a po nim wielkie rozczarowanie. Raptem kilka kawałków. Podniecony łamaniem prawa wyczekiwałem aż pliki znajdą się na twardym dysku mojego komputera. Jeszcze chwila i dowiem się czy warto było ryzykować. Wszelkie wątpliwości rozwiały pierwsze dźwięki utworu zatytułowanego ''MCee''. Mało inwazyjna stopa, hihat, wyraźny, mocny werbel i drapiący bas. Po chwili do perkusji dołączyły tajemnicze pojedyncze dźwięki syntezatora, a wraz z nimi na bicie pojawił się MC we własnej osobie! Na zatrzymanie akcji serca musiałem jednak poczekać do 30 sekundy, kiedy to całości dopełniła sprytnie pocięta gitara. Łatwo zepsuć dobry beat. Czasami odczuwam ogromną satysfakcję słuchając kulejących werbalnie raperów bez pomysłu na tekst. Tym razem uczucie zażenowania ustąpiło miejsca energicznym ruchom głowy. Najlepiej gdy przyjemne prowadza się za rękę z pożytecznym, odebrałem więc przy okazji krótką lekcje jak powinno się używać pióra.
„Master of Ceremony
Making a Comeback and
Moving the Crowd with Mad Charisma
Most of y'all Cornballs
Mingle at Concerts
Making a Claim but you know who is the MC”
Zaznaczyłem kolejne pozycje do ściągnięcia. Przewidywany czas pobierania: 1 godzina. Ustawiłem w Winampie opcje powtarzania zaznaczonego utworu i delektowałem się czystym hip-hopem. Ostatecznie do listy odtwarzania dołączyły cztery świeżutkie kawałki. Na pierwszy ogień poszło ''Travelling Music''. Powiem tyle, że gdybym w każdą podróż miał zabrać ze sobą odtwarzacz z nagranym tylko jednym kawałkiem to bez wątpienia byłoby to dzieło nowojorczyka. Dynamiczny i nieco sentymentalny beat przywodzi na myśl ulotne krajobrazy obserwowane zza szyby pędzącego samochodu. Dodatkowym atutem po raz kolejny jest flow, które zabiera nas w podróż do miejsc już odwiedzonych i jeszcze nieodkrytych. Uwielbiam ten numer za swój uniwersalizm i ponadczasowość. Nie zdążyłem jeszcze ochłonąć po muzycznej eskapadzie w czasie, kiedy z głośników popłynął najbardziej charakterystyczny beat z dotychczas przesłuchanych. DJ Spinna przy MPC i wszystko stało się jasne. J-Live nie pozostawił suchej nitki na rządzie, wszechobecnej znieczulicy i panoszącej się coraz pewniej ludzkiej głupocie. Ten numer powstawał w obliczu ogromnej tragedii jaka dotknęła cały zachodni świat (z obywatelami USA na czele). Przejmujące wersy naprzeciw chłodnych obserwacji są siłą ''Satisfied''. Jednym słowem przyspieszony kurs na zrobienie zaangażowanego, ambitnego hitu niezależnego nurtu – prowadzący: Jean-Jacques Cadet.
„I know a older guy that lost twelve close peeps on 9-1-1
While you kickin' up punchlines and puns
Man fuck that shit, this is serious biz
By the time Bush is done, you won't know what time it is”
Treningu jaki zafundowałem mięśniom karku nie powstydziłby się nawet Joe Weider. Co najlepsze, miałem za sobą dopiero połowę drogi. Po kilku intensywnych minutach przyszedł czas na przystanek. Wtedy z pomocą przybyli Usef Dinero i J-Live. Ciarki od stóp do głów i uczucie lewitacji jakie towarzyszyło mi od pierwszych uderzeń bębnów było porównywalne z pierwszym pocałunkiem. Muśnięcie artyzmu z niewyobrażalną delikatnością pobudziło moje poczucie piękna. Aksamitne, żeńskie wokale w tle i liryczna odsłona gospodarza przeniosły mnie na cztery minuty w inny wymiar. Od tamtej pory ''Nights Like This'' jest moim osobistym hymnem bezsennych, samotnych nocy. Nie potrafię przejść obojętnie obok urzekającej melancholią kompozycji Usefa Dinero i poetyckich linijek jakie serwuje J:
„Soon as the sun sets my part of the Earth on its backside,
Sayin you can call it a night
I get a rush like a bird's eye view of the city at the clock-die
When the street ligts ignite”
Wiedziałem już, że obcuję z raperem, który jest świetny technicznie, nie boi się poważnych tematów a ponadto posiada rzadką umiejętność pobudzania wyobraźni słuchacza. Co więcej mogło mnie spotkać? Otóż nie spodziewałem się, że po tym wszystkim dostanę jeszcze historię, której nie powstydziłby się sam Slick Rick. W ''One For The Griot'' (bo o tym utworze mowa) bohater owej recenzji wspina się na szczyt narratorskich możliwości. Jedna historia i kilka różnych zakończeń. Pomysł i wykonanie mogą być przyczyną niemałych kompleksów wśród mistrzów storytelling'u. Gdy ucichły ostatnie dźwięki piątego kawałka czułem ogromny niedosyt. Jak mogłem do tej pory nie wiedzieć o istnieniu takiego gracza?! Chcąc szybko nadrobić zaległości rozpocząłem żmudne poszukiwania dodatkowych informacji.
Mijały miesiące, a głodny Winamp wciąż czekał na nowe produkcje spod znaku J-Live. Od czasu zassania pięciu mistrzowskich pozycji zdążyłem ukończyć gimnazjum, dostać się do liceum i przehulać połowę wakacji. Mniej więcej w połowie sierpnia moje cierpienia zostały wynagrodzone. Z wakacji w Nowym Jorku wrócił mój dobry ziom, a wraz z nim na polskiej ziemi wylądowały dwie płyty. Jedną z nich była ''All Of The Above''. W końcu miałem w rękach wymarzony krążek. Wydany w eleganckim digipaku, z okładką inspirowaną zdjęciem słynnego ''Blue Train'' Johna Coltrane'a. Jako, że wcześniejsze obcowanie z częścią materiału pozbawiło mnie obiektywizmu, chłonąłem utwór za utworem, wpadając przy tym w coraz większą euforię. Bo jak tu siedzieć spokojnie, gdy flow skromnego nauczyciela języka angielskiego z Brooklynu za nic ma prawa fizyki (przykładem niech będzie ''The Lyricst'' ), teksty żyją własnym życiem(''The 4th 3rd''), w ukrytym numerze na mikrofonie gości El da Sensai, a obok beatów nie można przejść obojętnie (bo graniczyłoby to z herezją). Obowiązkowa pozycja dla każdego miłośnika ambitnego hip-hopu zza oceanu. Każdego kto łączy muzykę z określonymi emocjami, przeżyciami, pasją i wspomnieniami. Zgrzeszyłbym, gdybym po sześciu latach od postawienia płyty ''All Of The Above'' na półce powiedział: I'm not satisfied!
Autor postu otrzymał propsa


