przez rymas » 21 Lut 2010, 12:31
moja recenzja:
Promujący album „Galimatias” klip do kawałka "2012” wzbudził moją ciekawość, co zaprezentuje Proceente na kolejnej płycie. Czemu? Powodów jest kilka: przyjemny, bujający bit, bardzo dobra zwrotka gospodarza, jak i gościnny udział Wujka Samo Zło, który niejednego zaskoczył, a to dobrze wróży zbliżającej się premierze produkcji warszawiaka.
Tymczasem skupmy się na Proceencie. Artysta, z kawałka na kawałek, pokazuje swoją doskonałą dyspozycję. Niektórych jego styl denerwuje, innych zachwyca, ale na pewno nikomu nie jest obojętny. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy, choć nie byłem jego fanem od razu. Kiedy ukazał się mixtape „TOAST”, nie zdobył mojego uznania, a wręcz przeciwnie – nic specjalnego w tym albumie nie widziałem. Dopiero po jakimś czasie doceniłem jego pracę. Wiele czynników złożyło się na ten stan rzeczy – między innymi doskonałe występy gościnne oraz ewolucja mojego gustu.
„Galimatias” to dużo dojrzalszy krążek od poprzednich. Dzięki różnorodnej tematyce, albumu słucha się płynnie i nie ma przesytu. Tytuł nawiązuje do treści pojawiających się na krążku, gdyż można wszystkiego po trochę znaleźć. Każda piosenka to swoista indywidualność. Nie ma tu ani jednego choć trochę podobnego do drugiego utworu. Proceente prezentuje nam pełną gamę doznań - od poetyckich, przez nakreślające pogląd polityczny, po chilloutowe nuty. Dobrze prezentują się również goście, wśród których znaleźli się towarzysze z Szybkiego Szmalu: Emazet, Mały eSz eSz, WdoWA, jak i parę ciekawych postaci z polskiej sceny: Pablopavo, Frenchman, Numer Raz czy, wspomniany już, Wujek Samo Zło. W tej kwestii nie ma faworyta. Każdy zaproszony artysta zaprezentował dobry poziom i nikt wyraźnie nie wysuwa się przed szereg. Słabym punktem albumu są przeciętne bity, poza paroma wyjątkami, które wybijają się nieco ponad „średnią krajową”.. Nie przeszkadzają one jednak w odbiorze.
Rap Proceenta to „wszystko co najlepsze”. Mimo lekko ostających od poziomu bitów, „Galimatias” jest godny uwagi zarówno wytrawnego, jak i niewytrawnego słuchacza. Każdy znajdzie na tej płycie coś dla siebie, dzięki różnorodności i tytułowemu bałaganowi w treści i formie. Nie pozostaje nam więc nic innego jak „kupować polskie rap płyty”, bo dla takich krążków warto wygrzebać z zaskórniaków parę złotych. Otóż w zamian dostajemy „to, co tygryski lubią najbardziej” – czystą esencję rapu.